Konieczna gruntowna naprawa statku
Mieliśmy właśnie wyruszyć na Tahiti, bo należało pod¬dać statek gruntownej naprawie, gdy biedny tata rozchorował się i po kilku dniach umarł. Została pani zupełnie sama? Joanna skinęła głową. - Najzupełniej. Rodzeństwa nie miałam, cała zaś rodzina ojca zginęła podczas powodzi w Kansas, kiedy ojciec mój był jeszcze dzieckiem. Niewątpliwie, mog¬łam wrócić do Vona. Przyjąłby mnie zawsze z otwartymi ramionami. Ale co bym tam robiła? Tutaj pozostały mi przynajmniej projekty ojca, które mogłam urzeczywistnić. Nęciły mnie mocno. Tak były piękne... Wobec tego - jestem. Radzę, panu nie jeździć nigdy na Tahiti. Wyspa ładna, krajowcy sym¬patyczni. Ale biali! Złodzieje, bandyci, kłamcy. Uczciwych można. policzyć na palcach jednej ręki. Fakt, że byłam kobietą ułatwiał im tylko łotrostwo. Okra¬dali mnie pod każdym pretekstem, okłamywali bez pretekstu nawet.