Miłośnik przygody

Sheldon sam nie był miłośnikiem przygody i od czasów chłopięcych przestała go kusić. Co prawda jednak trudno by mu było rozstrzygnąć, któż jeśli nie ona, przywiodła go z Anglii aż na Wyspy Salomona? Nie czuł się dobrze. Dziwaczne położenie, wytworzone obecnie w Berandzie, dokuczało zbyt mocno jego konserwatywnym pojęciom i przyzwyczajeniom. Plantacja, zamieszkała przez samotnego białego człowieka, nie była odpowied¬nim schronieniem dla panny Lackland. Wysilał więc mózg nad sposobami wyj¬ścia, a nawet próbował raz omówić je z panienką. Niestety, okręt z Australii przechodzić miał dopiero za dobre trzy tygodnie. Nie ulega wątpliwości, że pan nie życzy sobie mojej obecności w Beran¬dzie powiedziała Joanna. - Spuszczę jutro moją szalupę i powędruję do Tu-lagi. Mówiłem już pani, że to jest niemożliwe - zawołał Sheldon. - Tam ni¬kogo nie ma.