Nagły gniew
Viaburi! Stać! Do Guvutu, natychmiast - odrzekła panna. Ależ ja nie mogę na to pozwolić! Właśnie dlatego pojadę. Już raz wyraził się pan w ten sposób. Nie zniosę tego! O co chodzi? - Sheldon nie mógł pojąć jej nagłego gniewu. - Jeżeli obra¬ziłem panią czymkolwiek... Viaburi! Przyprowadź mi Noa-Noaha - rozkazała. Czarny ruszył wypełniać zlecenie. -Viaburi! Ani kroku dalej, bo kości połamię! A teraz panno Lackland, będzie pani łaskawa wytłumaczyć się jaśniej. Czym zasłużyłem na takie traktowanie? Pozwolił pan sobie... Ośmielił się pan... Przerwała, głos uwiązł jej w gardle. Sheldon wyglądał jak wcielenie rozpaczy. Wyznaję, że w głowie mi się mąci od tego wszystkiego. Nie mogłaby pani mówić jaśniej? Czy równie jasno, jak pan, kiedy raczył „nie pozwolić" mi jechać do Guvutu? Cóż w tym złego? Nie miał pan prawa - nikt nie ma prawa - mówić, że mi na coś pozwala lub nie pozwala!