Skradzione pieniądze

Pojechałam po prostu na Tahiti. Kiedy wreszcie złodzieje pogryźli się między sobą, udało mi się znaleźć spo¬sób na wyjście z opresji. Jeden z obrabowanych rabusiów przyszedł do mnie późnym wieczorem, przynosząc niezbite dowody. Wiedziałam, że nie warto uciekać się pod opiekę prawa. Sędziów również przeżarła korupcja. Wobec tego znalazłam inny sposób. Pośród głębokiej nocy zjawiłam się w domu Ericssona. Miałam ten sam rewolwer, który wisi teraz na pańskiej ścianie. Pod jego groźbą zabroniłam Duńczykowi ruszać się z łóżka i rozpoczęłam rewizję. Tysiąc dziewięćset franków zdołałam znaleźć i zabrać, a raczej zwrócić samej sobie. Duńczyk nigdy nie zwrócił się do policji, nigdy też nie zjawił się na pokładzie. Co do reszty zgrai, to bezczelnie drwiła ze mnie. Dwaj miejscowi Ameryka¬nie poradzili mi unikać drogi sądowej, jeśli nie chcę, żeby podpalono statek.